Wtorek, 22 sierpnia 2017. Imieniny Cezarego, Marii, Zygfryda

Ireneusz Karman: Jaki tam PRL, po prostu robiliśmy swoje

2013-03-24 12:05:00 (ost. akt: 2013-03-22 18:57:57)
Ireneusz Karman: Operacja 1001 to była naprawdę fajna sprawa - i dla nas, i dla samego miasta

Ireneusz Karman: Operacja 1001 to była naprawdę fajna sprawa - i dla nas, i dla samego miasta

Autor zdjęcia: Michał Skroboszewski

W pierwszych dniach wakacji młodzież z całej Polski ciągnęła do Fromborka. Roześmiany tłum szczelnie wypełniał niewielki dworzec, a potem ruszał w miasto. Dziś taki widok można oglądać co najwyżej na przystanku Woodstock. Jednak ponad 40 lat temu młodzi ludzie przyjeżdżali do grodu Kopernika nie tylko po to, by się bawić. Ich głównym zadaniem było odbudowanie zniszczonego w trakcie wojennej zawieruchy miasteczka. Udało im się. Operację 1001, w rozmowie z Nataszą Jatczyńską, wspomina Ireneusz Karman, jej uczestnik i honorowy obywatel Fromborka.

— Śmiało można powiedzieć, że to wam i Operacji 1001 Frombork zawdzięcza swój dzisiejszy wygląd.

— Oczywiście, przed naszym pojawieniem się tam tak naprawdę była to wiocha. Nam udało się zrobić z Fromborka perełkę. Proszę sobie wyobrazić, że w 60. latach Frombork liczył sobie 1500 mieszkańców. Potem przyjechaliśmy my i rokrocznie przez miasteczko przewijało się 3,5 tysiąca młodzieży.

— Wyobrażam sobie. Senna wioska, w której nagle pojawiają się tłumy młodzieży. Trudno uwierzyć w to, że wszyscy mieszkańcy przyjęli was z entuzjazmem.

— Pewnie nie. Jednak z czasem nawet ci, którzy z początku byli sceptycznie do nas nastawieni, zmienili swoje myślenie. Oczywiście nie można nie wspomnieć o legendarnej cioci Zuzi (przyp. red. Zuzanna Falińska). To była cudowna kobieta, miała wiele miłości dla młodzieży. Podczas majowych uroczystości, które odbędą się dokładnie 40 lat po zakończeniu operacji, odsłonięta zostanie tablica poświęcona jej pamięci. Jednak nie tylko ona okazała nam serce. Pozostali mieszkańcy również o nas dbali. Nawiązały się przyjaźnie. Widać to było nawet wtedy, gdy spotykaliśmy się po latach, na zlotach honorowych obywateli Fromborka. Ten tytuł otrzymywały osoby, które brały udział w operacji przynajmniej trzy razy. Jest ich 2400. Mój numer legitymacji to 156/69.

— Wróćmy jednak do 30 marca 1966 roku. Wtedy hm. Witold Kiniecki, naczelnik Związku Harcerstwa Polskiego, zaapelował do drużyn harcerskich, działających w szkołach zawodowych i przyzakładowych, o wzięcie udziału w Operacji 1001. To był początek trwającej przez następnych siedem lat odbudowy Fromborka?

— Temat pojawił się już w 1964 roku, gdy związek zorganizował akcję "Z krzyżem harcerskim na kombinezonie". Jednak sama Operacja 1001 rozpoczęła się od tamtej odezwy. Jako pierwsza na apel odpowiedziała drużyna z Zespołu Szkół Zawodowych nr 3 z Łodzi. Za nią poszły inne.

— Jak wyglądał Frombork, gdy trafiliście tam po raz pierwszy?

— Praktycznie w osiemdziesięciu procentach był zniszczony. Naszym pierwszym, najważniejszym zadaniem było więc odgruzowanie miasteczka. Dopiero później zaczęła się odbudowa. W miasteczku powstały szkoła, remiza strażacka, centrum handlowe, molo, a nawet oczyszczalnia ścieków i kanalizacja. Odrestaurowano Wzgórze Katedralne i wieżę Radziejowskiego. Tego wszystkiego wcześniej we Fromborku nie było.

— Wykonaliście ogromną pracę. 

— Dokładnie. Cała operacja trwała kilka lat. Harcerze przyjeżdżali do Fromborka jesienią, na wiosnę i latem. Turnusy trwały 24 dni. Z tego 10 przeznaczonych było na pracę. Wykonywaliśmy ją pod okiem fachowców - inżynierów, nauczycieli zawodów. To nie było tak, jak teraz często się mówi o tej operacji. Przyjechali, pograbili liście, coś tam porobili i pojechali. Nie. To była naprawdę ciężka praca. Proszę sobie wyobrazić, że tylko młodzież ze szkół leśniczych wysadziła we Fromborku 50 tysięcy drzew i 43 tysiące krzewów. A takich drużyn było więcej - górnicy, chemicy, budowlańcy. Ja sam w operacji brałem udział co najmniej trzy razy. Prowadziłem między innymi zgrupowanie Chorągwi Warmińsko-Mazurskiej i uczestniczyłem w kontaktach ze sztabem operacji. Pamiętam również, że własnymi rękoma układałem chodnik, który do dziś dnia znajduje się na drodze prowadzącej do katedry.

— Nie jest wam żal, że ta historia została trochę zapomniana?

— Oczywiście. To była naprawdę fajna sprawa i dla nas, i dla samego miasta. Jakoś to rozeszło się po kościach i rzeczywiście trochę zostało zapomniane. Myślę, że w dużej mierze za sprawą samego ZHP. Związek zamknął tę akcję w 1973 roku i odpuścił. Dopiero w 2001 roku chorągiew warmińsko-mazurska, elbląska próbowała coś zrobić, to jednak już nie było to, nie było tego ducha i zabrakło wsparcia głównej kwatery związku. Naprawdę szkoda. Wtedy można było jeszcze zrobić coś więcej, a dziś już pamiętają tylko nieliczni.

— To być może również wina PRL-u, czasów, których teraz trochę się wstydzimy?

— Mówi się, że to wstyd, bo to czyn społeczny, PRL. Ale jaki tam był PRL. Robiliśmy swoje, paliliśmy ogniska, śpiewaliśmy. Jak była potrzeba, to i do kościoła szliśmy, a że pierwszy sekretarz przyjechał? Po rękach nikt go nie całował i trawy na zielono nie malował. Był, podziękował, pojechał i tyle. Uważam, że nie należy traktować operacji na tych zasadach, że to było peerelowskie, znaczy się niedobre. Ja się tego nie wstydzę, bo i nie ma czego.

— Czyn społeczny czynem społecznym, ale to przede wszystkim był czas waszej młodości. Jak pan to wspomina?

— Przepięknie. To był uśmiech nieschodzący z ust, radość, zadowolenie z tego, że robimy coś pożytecznego. Tak naprawdę, to był przecież jedyny, prawdziwy zryw młodzieżowy. Oprócz pracy po prostu dobrze się tam bawiliśmy. Organizowaliśmy olimpiady, a to o Mikołaju Koperniku, a to o Warmii i Mazurach. Spotykaliśmy się z ciekawymi ludźmi, organizowaliśmy wycieczki, koncerty pod wieżą wodną. Tam nawiązywały się przyjaźnie i miłości. Niektóre z nich przetrwały do dziś.

— Operacja chyba też ukształtowała was jako ludzi?

— Praktycznie ustawiła mój kręgosłup na całe życie. To dzięki niej wybrałem drogę związaną z edukacją. Byłem nauczycielem, kierownikiem szkoły i wychowawcą w domu dziecka. Czuję satysfakcję, że część tego harcerskiego ducha przekazałem dalej. Mam uczniów, którzy pokończyli studia, ułożyli sobie życie. Zawsze uważałem, że danie im zajęcia, pokazanie innej perspektywy, powodowało, że dzieciaki zapominały skąd przyszły, jakie były. Poznawały, że można żyć inaczej, coś ze swoim życiem zrobić.

— Mimo wszystko nie bardzo wyobrażam sobie współczesnych nastolatków, którzy chwytają za łopaty i odgruzowują jakieś miasto. Chyba że to byłby scenariusz jakiejś gry.

— Ja myślę, że to nie o to chodzi, że oni są inni. Chyba tak naprawdę dzisiaj nie ma propozycji dla młodzieży. Obóz czy kolonie, to dla nich nadal pozytywne wydarzenie, ale niestety, dla ich rodziców to głównie wydarzenie finansowe, a koszty są spore. Kiedyś to wszystko było finansowane z góry. Oni chętnie by pojechali i coś robili, ale rodziców po prostu na to nie stać. Szkoda wielka, że państwo zostawiło te sprawy na barkach rodziców. Wiele przez to tracimy.

W dniach od 24 do 26 maja, w 40 rocznicę zakończenia Operacji 1001, we Fromborku odbędzie się Zlot Honorowych Obywateli Fromborka. Będzie to największy z dotychczasowych zlotów. W programie obchodów są między innymi apel na Rynku Miejskim i "Spotkanie na żywo z historią" w Zespole Szkół we Fromborku.
Polub nas na Facebooku:

Źródło: Dziennik Elbląski

Zobacz także

Komentarze (8) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Aleksander G. z 3Z0HOF #1037454 | 88.220.*.* 28 mar 2013 10:18

    Miło się wspomina dawniejsze czasy kiedy się było młodym.A państwo pomagało w zdobyciu wykształcenia i zorganizowany wypoczynek młodzieży na który było stać każdego a nie tak jak dzisiaj jedni wyjeżdżają na wczasy zagraniczne a ten co pracuje uczciwie nie stać go na nic na żadne wakacji ani wypoczynek dla dzieci. A Irka pamiętam bardzo dobrze i zawsze miło wspominam.Pozdrawiam Irka, Jurka,Zdzisława Janka i wielu innych

    Ocena komentarza: warty uwagi (3) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. jacek karman #1034584 | 79.3.*.* 25 mar 2013 22:13

    Tak to wszystko prawda, Ireneusz sie sprawdzil jako dobry organizator, gospodasz...a dla mnie syna, wspanialy ojciec

    Ocena komentarza: warty uwagi (6) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. Krzyż.... #1034212 | 83.15.*.* 25 mar 2013 16:30

    Głupia pomyłka językowa... nie" dla"- Polsce Ludowej... poza tym bez zmian

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. Krzyż Harcerski IA 5259 #1034009 | 83.15.*.* 25 mar 2013 12:40

    "Mam szczerą wolę całym swym życiem pełnić służbę dla Polski Ludowej"... No i co, że "Ludowej"? Innej wtedy nie było. To tak samo, jak Wiesław Gołas napisał ponoć w swej ankiecie personalnej: "urodziłem się jako syn sanacyjnego oficera; innych wtedy nie było". Gdy czytam te wpisy na temat tego, że Operacja była skierowana przeciw Kościołowi, to ogarniają mnie jakieś niemiłe uczucia... Wszystko mamy teraz ześwinić? Zelżyć? ..."Nie chcemy dziś od was uznania..." Ahistorycznym pacanom przypomnę, że to ostatnia zwrotka "Pierwszej Brygady". ... was pies!

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  5. Waldek1 #1033814 | 193.109.*.* 25 mar 2013 09:16

    Dokładnie, za tzw. PRL dzieci i młodzież miały o wiele lepiej. Państwo praktycznie sponsorowało obozy, kolonie, wczsy. Wszyscy mogli wyjechać podczs wakacji. Teraz mamy "wolny rynek" i państwo, które kombinuje, jak "wydoić" obywatela.

    Ocena komentarza: warty uwagi (4) ! - + odpowiedz na ten komentarz

Pokaż wszystkie komentarze (8)

Zagraj w GRY.wm.pl

  • Goodgame Empire
  • Goodgame Big Farm
  • Goodgame Poker
  • Shadow Kings - The Dark Ages